| Trzy lecące gipsowe kaczki |
|
|
|
![]() Zostało jeszcze kilka tygodni do pełni lata. Królestwo Lancre drzemało w upale, nagrzane powietrze falowało nad lasami i polami.
Trzy punkty pojawiły się na niebie.
Po chwili dało się już w nich rozpoznać trzy kobiety na miotłach. Leciały w sposób, który przywodził na myśl słynne trzy lecące gipsowe kaczki.
Przyjrzyjmy się im uważnie. Ta pierwsza - nazwijmy ją prowadzącą - siedzi sztywno wyprostowana, nie zważając na opór powietrza, z którym chyba wygrywa. Jej twarz można ogólnie opisać jako uderzającą, nawet przystojną, choć nikt nie nazwałby jej piękną - chyba że chciałby, żeby nos urósł mu na trzy stopy. Druga jest pulchna, krzywonoga, z twarzą podobną do jabłka, które leżało zbyt długo, promieniejąca niemal nieuleczalnym dobrym humorem. Gra na banjo i - póki nie przyjdzie komuś do głowy lepsze określenie - śpiewa. Piosenka mówi o jeżu. W przeciwieństwie do miotły pierwszej z kobiet - praktycznie pustej, jeśli nie liczyć tej czy innej sakwy - miotła drugiej wyładowana jest fioletowymi pluszowymi osiołkami, korkociągami w kształcie siusiających chłopców, butelkami wina w słomianych koszach i innymi międzynarodowymi obiektami kulturowymi. Wśród nich leży najbardziej cuchnący i najbardziej złośliwy kot na świecie, w tej chwili uśpiony. Trzecia i zdecydowanie ostatnia lecąca na miotle jest najmłodsza. Inaczej niż dwie pozostałe, które ubierają się jak kruki, ta ma na sobie jaskrawą, wesołą suknię, która do niej nie pasuje i prawdopodobnie nie pasowałaby już dziesięć lat temu. Leci w nastroju niejasnej, łagodnej nadziei. Ma we włosach kwiaty, ale więdną powoli - tak jak ona. Trzy czarownice przelatują nad granicami królestwa Lancre, a po chwili także nad miastem Lancre. Zniżają lot nad mokradłami i w końcu lądują w pobliżu stojącego głazu, który przypadkiem wyznacza granice ich terytoriów. "Panowie i damy"
Terry Pratchett
|